stare, portowe miasto "przyklejone" do Hagi, z ciągnącą się kilometrami plażą.
Nic szczególnego... morze, piasek, wiatr i muszelki, w zasadzie zagłębie muszelek...
To co zasługuje na uwagę to nazwa tego miejsca... Scheveningen...
Dla nie-Holendra prawie nie-do-wy-po-wie-dze-nia.
Jak podaje przewodnik wręcz symbol tożsamości językowej. Podczas II wojny światowej przy pomocy słowa Scheveningen Holendrzy demaskowali niemieckich szpiegów.
Płuczcie gardła, niedługo zmierzymy sie z tym słowem :-)
z rycerskim
G
4 komentarze:
Zdjęcie z muszelkami przypomina lato :-)
...które bezpowrotnie minęło...
przynajmniej w 2009...
wróciły wspomnienia?
;-)
... no wreszcie będzie kolejna lekcja holenderskiego :-)
Już nie mogę się doczekać :-))))
będzie,cierpliwości
a swoją drogą to ja Ci się Siostra dziwię,
że Tobie się chce jeszcze uczyć.
Nie masz dosyć?
:-)
Prześlij komentarz